WAŻNE ROZMOWY KRYSI O ŚWIECIE. Tom 2. Rozmowy o konsumpcjonizmie – Małgorzata Danuta Kłaczyńska

Drugi tom z cyklu „Ważne rozmowy Krysi o świecie” nie zawiódł mnie. Po rozmowach o tolerancji Małgorzata Danuta Kłaczyńska postawiła na rozmowy o konsumpcjonizmie. I bardzo dobrze! Wszak jedno nierzadko łączy się z tym drugim.

Bywa, że dla niektórych „mieć” znaczy więcej niż „być”. Co gorsza, w mniemaniu tych osób posiadanie odpowiedniej ilości dóbr materialnych określa ich „rangę” w społeczeństwie – im więcej mają, tym za lepszych się uważają. Gdyby tylko wiedzieli, jak bardzo się mylą… Toż każdy wiedzieć powinien, że nie pieniądze i nie rzeczy za nie kupione świadczą o „wielkości” człowieka. Ale i nie ma co się okłamywać, że nie mają one żadnego znaczenia. Kwestia tylko odpowiedniego podejścia i dystansu, a także próby odpowiedzenia sobie na pytanie: czego tak naprawdę pragnę, co sprawia mi przyjemność, co jest dla mnie ważne – i na tym przede wszystkim się skupiać. Wówczas wszystko będzie tak jak należy. Tak myślę.

Autorka również zdaje sobie z tego sprawę. I próbuje przekazać tę wiedzę tym najmłodszym. Dzięki różnym doświadczeniom Krysi, jej wrodzonej ciekawości, chęci do zadawania wszelkich pytań, a także jej dziadkowi i tacie, którzy nie unikają odpowiedzi, możemy dowiedzieć się wielu interesujących, mądrych, wartych rozważenia rzeczy. Warto więc zapoznać dzieci z tą pozycją, aby już zawczasu wskazywać im właściwą drogę, tłumaczyć konsekwencje pewnych stylów życia. Tym bardziej, jeśli samemu nie wie się, jak na takie tematy z nimi rozmawiać. A rozmawiać trzeba na pewno. To nie podlega moim zdaniem dyskusji.

Także polecam.


Ważne rozmowy Krysi o świecie. Tom 2. Rozmowy o konsumpcjonizmie – Małgorzata Danuta Kłaczyńska, Novae Res 2014, s. 154

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

novaeres

Reklamy

SREBRNY MIECZ – Ian Serraillier

978-83-7785-305-4Książka uznana za klasyk literatury dziecięcej – w sumie wcale mnie to nie dziwi. Ian Serraillier napisał powieść osadzoną w bardzo trudnych czasach (mowa o II wojnie światowej). A zrobił to w sposób bezpretensjonalny, prosty w odbiorze, a co najważniejsze – pozwalający, choćby w pewnym ułamku, na uświadomienie, wytłumaczenie tym najmłodszym pokoleniom, jak niewyobrażalnie ciężki był to czas, jakich wielkich zniszczeń wówczas dokonano – i nie mam na myśli jedynie budynków, ulic itp., wszak to człowieka najłatwiej było zamienić wtedy w ruinę…

„Srebrny miecz” to historia fikcyjna, aczkolwiek oparta na prawdziwych wydarzeniach. Dotyczy rodziny Balickich, której wspólne losy podzieliła II wojna światowa właśnie. Ojca uwięzili w obozie, matkę wywieźli do Niemiec. Trójka dzieci była zdana jedynie na siebie. Nie było łatwo, ale cel mieli wszyscy ten sam – by znowu być razem. Ruta, Edek i Frania mieli tylko siebie, do czasu aż znaleźli Janka, który stał się ich towarzyszem drogi i przyjacielem. Nie bez znaczenia okazał się tu srebrny mieczyk, jakże znamienny dla nich wszystkich – odtąd był ich talizmanem przynoszącym szczęście (m.in. w postaci dobrodusznych ludzi) nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. I co najważniejsze – podtrzymywał ich na duchu, dając nadzieję na spotkanie z rodzicami…

Piękna opowieść o sile przyjaźni, o nadziei, która umiera ostatnia, o rodzinie jako największej wartości, o uczciwości i odwadze. Ian Serraillier napisał ją prostymi, nieskomplikowanymi zdaniami, tak, by każdy z tych młodych czytelników mógł ją dobrze zrozumieć i zastanowić się nad jej sensem. Nie szokował brutalnymi opisami (wszak książka ta skierowana jest do dzieci i młodzieży), raczej skupił się na wyżej wymienionych wartościach, tak bardzo istotnych w chwilach największego zwątpienia. Chciał w ten sposób pokazać, że mimo wszechogarniającego zła, dobro nie znika. Trzeba tylko umieć je dostrzec, a przede wszystkim właśnie nim się kierować. I nigdy się nie poddawać.

Warto się zapoznać.

***

Srebrny miecz/The Silver Sword – Ian Serraillier, przeł. Jerzy Łoziński, Zysk i S-ka 2014, s. 216

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

logo-zysk

JEDNA KROWA ŁACIATA – Jadwiga Nazimek

978-83-7942-273-9Sięgnęłam po tę książeczkę, gdyż zarówno opis wydawcy, jak i śliczna okładka zauroczyły mnie. Pomyślałam, że to może być bardzo ciekawa pozycja dla maluchów. Chciałam ją poznać, by móc ją potem polecić dalej. Niestety. Poza interesującym opisem oraz ładną okładką (i ilustracjami w środku) nie znalazłam w tej książce nic, co wzbudziłoby we mnie jakikolwiek zachwyt.

Dzieci może i nie są zbyt wymagające. Ja również od wierszyków skierowanych do tych najmłodszych nie oczekuję nie wiadomo czego. Niemniej sięgając po taką pozycję, chcę mieć poczucie, że nie powstała ona przypadkowo, że niesie za sobą jakieś wartości dodane…

Rymować potrafi niemal każdy. Gorzej, jeśli ma mieć to jakiś sens – wtedy już nie zawsze przychodzi to z taką łatwością. „Jedna krowa łaciata” to, moim zdaniem, zbiór rymowanek o wszystkim i o niczym (z podkreśleniem tego drugiego). A to czytamy o jakichś idących baranach (co to jeden z nich tak naprawdę jest koniem), a to o straszydłach, o zegarze (co to stary jest niesłychanie), o ciszy (i co o niej sądzą dwie uczone), o rzecznej kołysance, o dojrzewającym na drzewie jabłuszku, o dziwnych krowach, o błocie, o czekaniu, o zimowym pociągu, o słowiku i o nocy, o której to wierszyk podaję jako przykład:

„Pohukuje sowa, w zaroślach się chowa, / huka sobie, huka. A tutaj coś stuka, / trochę szpera, trochę gmera, / coś tam buczy, coś tam gdera, / coś się w trawie poniewiera. / noc zapadła – cicho sza!”

Jak dla mnie misz-masz totalny. Nie mam pojęcia, jaki był klucz przy wyborze tematów danych tekstów. Co więcej, czego takie wierszyki miałyby nauczyć? Jaka jest ich wartość poznawcza czy wychowawcza? Jak dla mnie jest to bardzo słaba pozycja. Totalnie o niczym! Gdyby chociaż te teksty zabawne były… Nie polecam, tym bardziej, że jest w czym wybierać na naszym rynku wydawniczym – tak wiele jest dla dzieci publikacji wartościowych i wartych przeczytania. Ta się do nich zdecydowanie nie zalicza. Ale daję plus za oprawę – przynajmniej oko dziecko pocieszy, gdy jakimś trafem dostanie tę książkę w swoje ręce.

Bywa.

***

Jedna krowa łaciata – Jadwiga Nazimek, Novae Res 2014, s. 32

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

novaeres

KOCHAM CIEBIE, MAMO – Tadeusz Kubiak

large_978-83-7785-451-8Tadeusz Kubiak po raz kolejny!
Tym razem trafiła w moje ręce książka przeznaczona nie tylko dla dzieci, ale również dla ich mam! „Kocham ciebie, mamo” to zbiór wierszy okraszonych wdzięcznością, szacunkiem, uwielbieniem, a przede wszystkim miłością wobec tych najważniejszych kobiet w życiu każdego człowieka.

„Matko, pamiętasz – hodowałaś kwiaty / W naszym małym, wesołym ogrodzie… / Tak cię cieszyły, gdy się rozwijały / kolorowsze i bujniejsze co dzień…
Tak cię cieszyły barwne tulipany / i peonie kwitnące pod oknem… / Jak piękne były w tym ogrodzie róże, / dwa tureckie bzy dumne, samotne…
Mogę, o, mamo, iść ogromnym światem / i oglądać cuda tego świata, / lecz nigdy, nigdzie, mamo, nie zapomnę / o tych twoich najpiękniejszych kwiatach.
O tej maciejce tak pachnącej nocą / I o bratkach ścielących się nisko… / O, mamo, nigdy, nigdzie nie zapomnę / maleńkiego ogrodu nad Wisłą…”
(„Kocham ciebie, mamo” – T. Kubiak)

Piękne utwory, które przywracają wspomnienia z dawnych lat. I nawet jeśli różnią się (te wspomnienia) od tych opisanych przez Kubiaka, to nie ma to najmniejszego znaczenia – każde z nich są wyjątkowe (bo o wyjątkowych mamach) i warte tego, by je pielęgnować.

Jako dziewczynka robiłam własnoręczne laurki mojej mamie (bo która z nas tego nie robiła). Rysowałam serca, kwiatki, rodzinne „podobizny”, pisałam życzenia… Wszystko po to, by sprawić  Jej radość (i pewnie sprawiałam, bo do dziś przechowuje niektóre z otrzymanych kartek). Piszę o tym nie bez powodu. Chodzi o format książki, który tak bardzo kojarzy mi się z laurką właśnie. A ilustracje Marcina Laszczaka tylko potęgują to wrażenie – jest tak kolorowo, nastrojowo, sentymentalnie… Podoba mi się :) Idealny pomysł na prezent (od dziecka dla mamy – tatusiowie mogliby co nieco podpowiedzieć swoim pociechom ;)) – bez względu na okoliczność.

Wydanie to zasługuje na duży komplement.

No cóż mogę więcej dodać – polecam z całego serca :)

***

Kocham ciebie, mamo – Tadeusz Kubiak, Zysk i S-ka 2014, s. 32

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

logo-zysk

Tadeusz Kubiak dzieciom

Tadeusz Kubiak (1924-1979) był polskim poetą, satyrykiem, autorem książek i słuchowisk dla dzieci. W moje ręce trafiły tytuły, które niezaprzeczalnie zaliczyć można (a nawet trzeba) do literatury dziecięcej. Te krótkie, rymowane utwory, wzbogacone o liczne, kolorowe ilustracje przypadną do gustu niejednemu dziecku – jestem przekonana!

large_978-83-7785-443-3„Ołowiany dobosz” w prosty sposób pokazuje, iż każdy, bez względu na wygląd (a więc chudy, gruby, niski, wysoki, piegowaty etc.), jest wyjątkowy! A na pewno może taki być. Ja zaś wszelkie utwory z podobnym przesłaniem uważam za warte zainteresowania, a przede wszystkim poznania. Warto bowiem pogłębiać w dziecku poczucie własnej wartości. Warto tłumaczyć, co tak naprawdę się liczy, co świadczy o niezwykłości człowieka.
Ilustracje: Agata Krzyżanowska.

978-83-7785-460-0„Koszyczek Ludwiczka” jest pełny nie na niby, gdyż znaleźć w nim można wierszyki o przemiłych zwierzątkach – ulubieńcach Ludwiczka i Małgosi :) Z nimi również należałoby się zapoznać. Między innymi dlatego, że zachęcają do spotkań z przyrodą na świeżym powietrzu – spacer po parku czy po lesie to wspaniała alternatywa dla domowych rozrywek dziecięcych. Czy ktoś ma inne zdanie na ten temat? ;)
Ilustracje: Katarzyna Fic.

978-83-7785-445-7„Kim będą?” to wierszyki o tym, co sama nazwa wskazuje – o przyszłych zawodach, w tym przypadku pewnych dziewczynek (a wśród nich moja imienniczka – Marta ;)). Nie bez znaczenia są tutaj ich ulubione zabawy.
Ja, swoje dziecięce marzenia, typu „kim będę w przyszłości”, spełniam „po godzinach”, śpiewając w zespole jazzowym Quintertonic :) A jak to wygląda u Was?
Uwaga! W tej książeczce istnieje możliwość wycięcia pewnych elementów (oraz pokolorowania ich).
Ilustracje: Elżbieta Kidacka.

Wszystkie te tytuły bardzo Wam (a raczej Waszym pociechom) polecam. Wierszyki są ciekawe, a powtarzanie nauczonych wersów pomaga rozwijać pamięć u dzieci. Strony są grube, kartonowe, toteż nie zniszczą się tak szybko. A i cena okładkowa (= 8,90 zł), co ważne, nie odstręcza :)

Zachęcam :)

***

Ołowiany dobosz – Tadeusz Kubiak, Zysk i S-ka 2014, s. 16
Koszyczek Ludwiczka – Tadeusz Kubiak, Zysk i S-ka 2014, s. 16
Kim będą? – Tadeusz Kubiak, Zysk i S-ka 2014, s. 16

Za egzemplarze recenzenckie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

logo-zysk

KATECHIZM POLSKIEGO DZIECKA – Władysław Bełza

978-83-7785-449-5– Kto ty jesteś?/- Polak mały./- Jaki znak twój?/- Orzeł biały./- Gdzie ty mieszkasz?/- Między swemi./- W jakim kraju?/- W polskiej ziemi./- Czem ta ziemia?/- Mą ojczyzną./- Czem zdobyta?/- Krwią i blizną./- Czy ją kochasz?/- Kocham szczerze./- A w co wierzysz?/- W Polskę wierzę./- Coś ty dla niej?/- Wdzięczne dziecię./- Coś jej winien?/- Oddać życie.

Któż z nas nie zna tego wierszyka? Któż z nas nie powtarzał go jako dziecko? Ja osobiście bardzo dobrze pamiętam te jakże znamienne niegdyś (?) słowa, tym chętniej sięgnęłam więc po pozostałe utwory zawarte w „Katechizmie polskiego dziecka” (jest to również tytuł owego wiersza – nie miałam pojęcia!).

Jak się okazuje, pozycja ta po raz pierwszy została wydana w 1900 roku. Władysław Bełza, poprzez swoją twórczość, chciał przekazać dzieciom i młodzieży najważniejsze wartości i zasady, którymi – jako Polacy – powinni się kierować. Pisał więc w duchu patriotyczno-wychowawczym.

„Czem też ja będę?”, „O celu Polaka”, „Cnoty kardynalne”, Disce Puer (Ucz się chłopcze)”, „Polska mowa”, „Ziemia rodzinna”, „Modlitwa za Ojczyznę”, „Modlitwa polskiego dziewczęcia”, „Do polskiej dzieweczki”, „Do polskiego chłopięcia”, „W podziemiach Wawelu”, „Marsz Skautów”, „Legenda o garści polskiej” to kolejne tytuły wierszy traktujących o tożsamości, znakach i symbolach narodowych. I mimo że dużo się zmieniło przez te wszystkie lata, to warto podsunąć je następnym pokoleniom. Wszak to swego rodzaju scheda po naszych przodkach. Warto, by młodzi wiedzieli, z jaką miłością i wdzięcznością potrafili mówić o swojej ojczyźnie, o miejscu, w którym dorastali.

To, co szczególnie przypadło mi do gustu, to druga część tej książki, a mianowicie „Dawni królowie tej ziemi”, począwszy od Mieszka I, na Stanisławie Auguście Poniatowskim kończąc. Krótkie wierszyki o każdym z panujących przybliżają nam ich sylwetki, przy czym przypominają z czego najbardziej są znani. To bardzo edukacyjne, jak mniemam, i przydatne przy poznawaniu historii Polski.

Najnowsze wydanie „Katechizmu…” zasługuje na duży komplement. Porządna, twarda okładka, format A4, niska cena (15 zł!), no i te świetne ilustracje! Po raz kolejny muszę docenić pracę Kasi Cerazy, która idealnie wkomponowała się w tematykę książki, zapełniając całe strony „liniami” swojej wyobraźni. Oczywiście nie sposób pominąć również Agnieszki Traczyńskiej, której podobizny polskich królów nie dają powodów do jakichkolwiek zarzutów :)

Ogólnie rzecz ujmując – całość wypada znakomicie!

 

***

Katechizm polskiego dziecka – Władysław Bełza, Zysk i S-ka 2014, s. 80

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

logo-zysk

CUD CHŁOPAK – R. J. Palacio

d_2152Kiedy tylko dowiedziałam się o jego istnieniu, jak najszybciej chciałam ugościć go w swoim domu. Chciałam poznać jego historię. Dowiedzieć się, czy jest mu dobrze, czy jest szczęśliwy. Nazwano go Cud Chłopakiem – a ja miałam nadzieję, że nie zrobiono tego w sposób ironiczny. Wierzyłam bowiem, że za tym cudem kryje się coś więcej. Nie pomyliłam się.

August Pullman nie jest zwykłym dzieciakiem. Nie jest nim w oczach innych ludzi. On sam uważa jednak inaczej. Jest zwykłym, normalnym chłopcem, różniącym się od swoich rówieśników jedynie wyglądem. Dla niego JEDYNIE, dla innych AŻ. August urodził się bowiem z wadą genetyczną, przez co jego twarz została okrutnie zniekształcona. Nie jest łatwo mieć taką twarz. Auggie przekonał się o tym niejednokrotnie, choćby za sprawą „ukrytych” spojrzeń, „cichych” komentarzy czy „niewidocznych” gestów.
Na szczęście zawsze miał niesamowite wsparcie ze strony rodziców i starszej siostry – chronili go przed całym złem tego świata, a przynajmniej starali się, jak mogli, tworząc bezpieczną przestrzeń, wypełnioną ludźmi, którzy lubili Augusta i nie wzdrygali się na jego widok. Przyszedł jednak dzień, w którym chłopak musiał pójść do szkoły. Miał 10 lat.

Dzieci, wbrew pozorom, potrafią być okrutne. Często się zdarza, że na „inność” reagują agresją. Często po prostu nie rozumieją, nie potrafią współczuć, nie mają w sobie empatii lub po prostu boją się tej inności. Najgorsze, gdy okazują to w sposób bezpośredni, bez jakiejkolwiek refleksji. Co więcej, zdarza się, że ich rodzice nie widzą problemu w takim zachowaniu. Wręcz przeciwnie, popierają je, gdyż uważają, że – jak w przypadku Augusta – takie osoby źle oddziałują na psychikę ich dzieci (Ach, ten Julian i jego rodzice!). Na szczęście takie przypadki należą raczej do rzadkości (czy może – o zgrozo – się mylę?). W każdym razie jedno jest pewne – dzieci potrafią być okrutne, nie wszystkie jednak takie są. Autorka świetnie pokazała również, że nawet, jeśli dzieci potrafią być i bywają okrutne, to w każdej chwili mogą to zmienić – mogą obrać inną, lepszą drogę.

R. J. Palacio stworzyła historię niezwykłą w swoim przekazie. Moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa dla każdego dziecka, nastolatka, a nawet dorosłego. Czytając ją, dowiadujemy się o chłopcu, którego los mocno „obciążył”, a który mimo wszystko nie skarżył się więcej, niż było to mu czasem potrzebne. Usłyszał tyle złego na swój temat, jeszcze więcej doświadczył, a mimo to potrafił zapomnieć i cieszyć się tym, co dobre w jego życiu. Potrafił być wdzięczny – a nie jest to proste zadanie jak mniemam. Tym bardziej go podziwiam i darzę ogromną sympatią. Co ważne, autorka dała mu szczególną moc – nieświadomie potrafił zmieniać ludzi, zmuszać ich do zastanowienia się nad sobą i nad ich własnym postępowaniem. W jakiś cudowny sposób potrafił ich sobie w końcu zjednywać.

„Największym człowiekiem jest ten, kto swoją siłą potrafi porwać najwięcej serc, okazując swoje serce” („Cud chłopak”, R.J. Palacio)

Podoba mi się, że autorka postawiła na dobro – na jego zbawienną, czasem jakże nieodgadnioną moc. August dostał od niej szansę na bycie zwykłym dzieciakiem w oczach innych ludzi. Dzięki niej tak wiele osób przestało się go bać i zaczęło w nim dostrzegać to, co naprawdę go określało – nie zdeformowaną twarz, a odwagę, hart ducha, inteligencję, wrażliwość, poczucie humoru, oddanie, serdeczność, dobro właśnie…

Od Augusta i jego historii można się wiele nauczyć. O tolerancji, o prawdziwej przyjaźni, o lojalności czy o właściwym postępowaniu względem innych osób. I dlatego warto przeczytać tę książkę! Jest niezwykle wartościowa, a na dodatek napisana w taki sposób, iż ciężko się od niej oderwać. Narratorów jest kilku, toteż poznajemy kilka perspektyw, w tym samego Augusta. Dajcie mu szansę się poznać, zaproście go do swoich domów, a jestem przekonana, iż będziecie z tego spotkania niezwykle zadowoleni. Toż to taki miły chłopak – cud chłopak :)

Absolutnie polecam!

***

Cud chłopak/Wonder – R. J. Palacio, przeł. Maria Olejniczak-Skarsgard, Albatros 2014, s. 416

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros

1462861_599721490063259_1030896548_n

Powtarzanki i śpiewanki pana Pierdziołki

kulturalnie byłoWraz z wydaną niedawno trzecią częścią „Powtarzanek i śpiewanek”, postanowiłam przyjrzeć się z bliska całej serii o panu Pierdziołce. Wszak (z tego, co słyszałam) jegomość dał już wiele radości niejednemu dziecku czy nawet dorosłemu. Chciałam się przekonać, czy i mnie na swój sposób zachwyci. I cóż – zachwycił! :)

Wspomnienie czasów podwórkowych

Pan Pierdziołka pomógł mi się przenieść do czasów dzieciństwa, czasów – że się tak wyrażę – podwórkowych, kiedy razem z kolegami/koleżankami wymyślaliśmy coraz to nowe zabawy, urozmaicające nasze wolne od wszelkich stresów (wiadomo – szkoła, pewne obowiązki domowe…) chwile. Nieraz bardzo przydatne okazywały się być wówczas wszelkiego rodzaju wyliczanki, by np. wybrać osobę, która będzie kryła, goniła itd. Ale również po to, by rozweselić towarzystwo, by było śmiesznie i wesoło. Po prostu. No więc Pan Pierdziołka również poznał urok owych wyliczanek, rymowanek i postanowił zebrać te najlepsze, by przedstawić je w tak świetnej oprawie (o której za chwilę) kolejnym pokoleniom, by przywrócić wspomnienia u tych starszych. Dzięki wielkie, panie Pierdziołka! :)

Niegrzeczny pan Pierdziołka?

Póki co powstały trzy części owej serii (kto wie, czy kiedyś nie powstaną kolejne). Każda z nich została podzielona na dwa zasadnicze rozdziały. W pierwszym z nich znajdują się teksty nadające się dla wszystkich bez wyjątku (w tym najmłodszych), w drugim zaś – tzw. wyliczanki niegrzeczne (choć tym samym pewnie śmieszniejsze), dlatego warto, byście Wy-rodzice wstrzymali się nieco, zanim przeczytacie je swoim pociechom. Najpierw poznajcie je sami i wtedy dopiero zdecydujcie. Nie bez znaczenia będzie tutaj Wasze poczucie humoru oraz pewien dystans. Wszak trzeba sobie przypomnieć, co sami powtarzaliśmy jako dzieciaki i jaki to miało na nas wpływ. O ile miało jakikolwiek. Jeśli już, to raczej pod względem poczucia humoru i dystansu właśnie. Oczywiście nie mam na myśli rymowanek okraszonych wulgaryzmami i oczywistym, bezpośrednim naśmiewaniem się z kogoś. Ale różnice są przecież nadto wyraźne, by wiedzieć, co się nadaje, a co nie, do przekazywania dalej… Dlatego jedyne, co mnie głęboko zastanawia w przypadku pana Pierdziołki, to użycie słowa „dupa” w jednym z wierszyków (może w dwóch). Jest to w moim mniemaniu pewne przegięcie (na szczęście możecie zmodyfikować nieco to słowo, w zastępstwie czytając „pupa”).

Poniżej przykład wyliczanek, kolejno grzeczna i niegrzeczna.

Raz, dwa, trzy,/Czarownica patrzy./Cztery, pięć, sześć,/Chce nas wszystkich zjeść./Siedem, osiem, dziewięć,/Wsadzi w smołę, w dziegieć./Nim wszystkich pochwyta,/Umkniemy i kwita!
(„Pan Pierdziołka spadł ze stołka”)

Raz, dwa, trzy, cztery,/Maszerują oficery,/A za nimi kurdupelki,/Powpadały do butelki./Raz, dwa, trzy, cztery,/Maszerują oficery,/A za nimi małe kajtki,/Pogubiły swoje majtki./Raz, dwa, trzy, cztery,/Maszerują oficery,/Ptaszek myślał, że to żołnierz,/I narobił mu na kołnierz.
(„Nowe fikołki pana Pierdziołki”)

W „Snach i tobołkach…” zamieszczono dodatkowo wierszyki jeszcze innego rodzaju. Rozdział pt. „Senski penski. Narodowa mozaika” daje wspaniałą okazję do zabawy językiem, do sprawdzenia własnej dykcji i pracy nad nią. I nadal jest śmiesznie. O co głównie przecież w tym przedsięwzięciu chodzi.

Sami sprawdźcie.

Szwab drab/kury kradł/na banty nosił/Pana Boga prosił/żeby prędzej zjadł
(„Sny i tobołki pana Pierdziołki”)

Smaki pana Pierdziołki

Co do ilustracji, to odpowiada za nie Kasia Cerazy. Przeczytałam wcześniej wiele negatywnych komentarzy na ich temat, co mnie wielce zadziwiło. Zarzuty typu: jakie one brzydkie, bo karykaturalne i „nie różowe” nie są moim zdaniem do końca trafione. A na pewno nie potrafię się z nimi zgodzić. Choć to kwestia gustu… Niemniej uważam, że nie cukierkowatość, a pewna gorycz w tych ilustracjach jest jak najbardziej adekwatna do przedstawionych tekstów. Nie jest gładko i jedwabiście, bo tak w przypadku tych książeczek być nie powinno. Jest zabawnie, trochę chaotycznie, abstrakcyjnie, czasem strasznie… Tak jak w tych rymowankach. Poza tym słodycze w nadmiarze zazwyczaj szkodzą. Nie przesadzajmy więc i zaserwujmy dzieciom również inne smaki. Gorzkie, wytrawne. Takie pan Pierdziołka zdaje się lubić najbardziej. Mniemam więc, że i dzieci je polubią.

Warto zaprosić pan Pierdziołkę do swojego domu. Myślę, że jego towarzystwo rozweseli nawet największego smutasa. Bo pan Pierdziołka jest po to, byście się więcej uśmiechali – Wy i Wasze dzieciaki! A Dzień Dziecka tuż tuż… Nie żałujcie więc sobie tej dawki radości, jaką zaserwować Wam może pan Pierdziołka. Tym bardziej, że cena okładkowa jednej książeczki to zaledwie 14 zł (w sklepach internetowych kupicie jeszcze taniej)!!! A wydanie takie świetne! Format A4, twarda okładka, grube, całe zilustrowane strony. Także sami widzicie – warto! Ja absolutnie polecam! :)

***

Pan Pierdziołka spadł ze stołka. Powtarzanki i śpiewanki – praca zbiorowa, Zysk i S-ka 2012, s. 48
Nowe fikołki pana Pierdziołki. Powtarzanki i śpiewanki – praca zbiorowa, Zysk i S-ka 2013, s. 48
Sny i Tobołki Pana Pierdziołki. Powtarzanki i śpiewanki – praca zbiorowa, Zysk i S-ka 2014, s. 48

Wybór i opieka redakcyjna: Tadeusz Zysk, Jan Grzegorczyk, Katarzyna Lajborek-Jarysz

Za egzemplarze recenzenckie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

logo-zysk

KAROL W KRAINIE ORFANATO – Ewelina Kościelniak

karol...Książki dla dzieci powinny bawić i uczyć – najlepiej jednak, gdy obie opcje spełnione są jednocześnie. Ewelinie Kościelniak się to udało. Napisała bowiem historię, którą z wielką przyjemnością polecę każdemu uczniowi szkoły podstawowej. Jest ciekawa i niezwykle mądra – w sam raz na te dojrzewające dopiero umysły :)

Książka ta jest od początku do końca przemyślana. Wszystko się w niej zgadza. Co najważniejsze, powstała w celu uświadomienia pewnych, szczególnie ważnych rzeczy, zarówno dzieciom, jak i dorosłym. W moim mniemaniu nie powinno być problemów z jej zrozumieniem.

Poznajemy Karola, który jest bardzo smutnym dzieckiem. Rodzice zaniedbują go emocjonalnie. Nie robią tego oczywiście celowo. Praca, ciągła walka o lepsze życie, życie w biegu, brak czasu na cokolwiek, w tym na wychowywanie syna, na bycie z nim, gdy tego potrzebuje… Karol czuje się samotny i opuszczony.

Gdy jego smutek osiąga apogeum, zdarza się coś niezwykłego. Przylatuje (wielkim balonem) po niego Ignacy i zbiera go do szczęśliwej krainy Orfanato. Trafiają tam bowiem dzieci najbardziej pokrzywdzone przez los, najbardziej nieszczęśliwe. Karol zdawał się do nich należeć. Choć czas pokazał, że jego problemy mają się nijak do problemów pozostałych dzieci tam przebywających. Dzieci z domów dziecka, z rodzin patologicznych…

Karol miał wszystko poza częstszą obecnością rodziców, poza ich większym zainteresowaniem. Nigdy nie chodził głodny, miał pokój pełen zabawek, nikt go nie bił, mieszkał w przytulnym domu… Inne dzieci nie miały nic, ani kochających rodziców, ani tym bardziej zaspokojonych najprostszych potrzeb życiowych. Karol nie rozumiał, że w gruncie rzeczy ma duże szczęście (w porównaniu do innych dzieci, bo trzeba pamiętać, że deprywacja potrzeb emocjonalnych może być równie niebezpieczna w skutkach, co deprywacja innych potrzeb). W Orfanato zaznał jednak całkiem innych uczuć. Jego opiekunowie, Primavera i Julio, pokazali mu, czym jest prawdziwa troska, życzliwość, współczucie, empatia, przyjaźń, miłość… Razem z innymi dziećmi zaczął poznawać świat takim, jakim jest naprawdę oraz takim, jaki może być dzięki ich postępowaniu. To ludzie tworzą świat, to oni decydują o jego kierunku. Trzeba więc postępować jak najlepiej, jak najuczciwiej wobec siebie i innych, by było w nim więcej dobra niż zła.

Kraina Orfanato stała się szkołą życia dla każdego z tych dzieci, które tam trafiły. Ale nie była to szkoła pozbawiona złudzeń. Szczęście trzeba budować, trzeba o nie walczyć. Trzeba walczyć o siebie i swoją przyszłość. W tym przypadku bardzo ważna jest edukacja, ciągła praca nad sobą, poznawanie historii, uczenie się na czyichś i własnych błędach… Książki (nie po raz pierwszy) zostały pięknie w tym celu wyróżnione. Czytanie daje tyle możliwości!

„Karol w krainie Orfanato” to książka, tak dla dziewczynek, jak i dla chłopców. Tak do samodzielnego czytania, jak i wspólnego – z rodzicem, opiekunem… Mądra, wartościowa opowieść o tym, że zawsze jest czas na zmianę. Na zmianę swojego myślenia, postępowania. Na zmianę świata, w którym żyjemy, do którego należymy, który sami przecież tworzymy :)

Zdecydowanie polecam!

***

Karol w krainie Orfanato – Ewelina Kościelniak, Novae Res 2014, s. 158

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

novaeres

DOCIEKANKI MAŁEJ JANKI – Irena Szafrańska-Nowakowa

7352198.3„Dociekanki małej Janki” to książeczka przeznaczona dla dzieci od 5. roku życia. Tytułowa Janka to ciekawa swojego otoczenia, pogodna, a przy tym bardzo wrażliwa dziewczynka. Już od momentu pojawienia się na tym świecie zastanawiała się, szukała odpowiedzi na nowo pojawiające się doświadczenia…

Janka poznała mamę  po głosie. Już w brzuchu wiedziała, że jest to osoba, przy której jest i zawsze będzie bezpiecznie, przy której niczego jej nie zabraknie (jedzenia i pieszczot pod dostatkiem). Gdy Janka podrosła, to zaczęła odkrywać coraz więcej ciekawych rzeczy.  Z tatą były najbardziej szalone zabawy. Czasem, w taki zwykły dzień, dziewczynkę ponosiła wyobraźnia i bywało przez to nieco ryzykownie, wiedziała jednak, że w innych przypadkach to cecha niezwykle przydatna (toż wszelkie twory kultury powstają właśnie dzięki niej – wyobraźni – w tym ukochane przez Jankę książki). To, że świat jest wielki, że mieszka w nim wiele, bardzo różniących się od siebie ludzi, Janka już wie. Wie również, że niektórzy się tej inności boją, nie rozumieją jej, przez co bywają okrutni. Na szczęście Janka i jej rodzina do takich osób nie należą. Co więcej, są czuli i wrażliwi na czyjeś nieszczęście i zawsze chętnie służą pomocą – ludziom czy też zwierzętom. Janka wie, że taka postawa, pełna dobroci, daje szczęście, tak osobie pomagającej, jak i tę pomoc przyjmującym. Dziewczynka potrafi znaleźć sobie zajęcie zarówno w domu, jak i na łonie natury (tym chętniej w towarzystwie dziadka) – wie, że wokół jest tyle ciekawych rzeczy, że nie ma czasu na nudę. W babci zaś odnalazła bratnią duszę – tak, tak, ona już wie, co to oznacza. Wie również, co znaczy troszczyć się o kogoś i pamiętać o tych, których już nie ma. A co najważniejsze, Janka nie ma problemu z akceptacją kogoś, kto różni się od niej. W końcu każdy jest ważny, bez względu na pochodzenie, wygląd, płeć… Danej komuś obietnicy również dotrzyma – nie ma zamiaru splamić swojego honoru. Janka ma koleżankę, która ma wielki talent – jest dumna i podziwia ją za to. Janka ma też za sobą już poważniejsze doświadczenia – musiała pomóc dziadkowi, który miał wypadek. Na szczęście wszystko w miarę dobrze się skończyło.

Jak widzicie, Janka czerpie z wiedzy innych, ile tylko może. Uczy się każdego dnia, o tym, co w życiu ważne. Najbardziej spodobała mi się pewna sugestia zawarta przez autorkę, że tak naprawdę, poza własnymi doświadczeniami, wskazówkami starszych i mądrzejszych, najwięcej dowiadujemy się z książek – w nich jest bowiem zawarta cała wiedza (nic odkrywczego, ale jakże wartego przypominania). I Janka jest z tego powodu bardzo zadowolona, bo przecież bardzo lubi czytać! I ja Was zachęcam – czytajcie dzieciom książki! W tym godną polecenia pozycję autorstwa Ireny Szafrańskiej-Nowakowej. Jestem pewna, że ta ładnie oprawiona (choć nielicznymi ilustracjami) książeczka z pewnością uraduje każdego malucha.

***

Dociekanki małej Janki – Irena Szafrańska-Nowakowa, Novae Res 2014, s. 84

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

novaeres