GIRL TALK – Monika Borzym

girl talkMoja przygoda z muzyką Moniki Borzym rozpoczęła się od jej coveru piosenki „American Boy” (oryg. Estelle). Kiedy po raz pierwszy usłyszałam ją (tę piosenkę) w radiowej Trójce, nie mogłam wyjść z podziwu, jak „smacznie” i świadomie została zaaranżowana. Nabrała całkiem nowego, świeżego brzmienia – tak bardzo trafiającego w moje gusta muzyczne. Zainteresowałam się tak bardzo, iż ostatecznie zostałam szczęśliwą posiadaczką debiutanckiej płyty wykonawczyni zasłyszanego utworu.

A jakie było moje zdziwienie, gdy się dowiedziałam, że ta jakże dojrzale śpiewająca dziewczyna, nagrała tę płytę, mając zaledwie 21 lat (rocznik ’90)! Bardzo miłe zaskoczenie. Taka młoda, a taka zdolna i tak bardzo zachęcająca do dalszego jej słuchania. Perełka na naszym polskim rynku muzycznym – choć mieszkająca za oceanem – a przy tym współpracująca z czołowymi muzykami amerykańskimi (m.in. Gil Goldstein, Aaron Parks, Larry Grenadier, Eric Harland).

Girl talk

Monika Borzym, z myślą o swoim pierwszym albumie, wzięła na warsztat utwory innych, doskonale znanych nam kobiet, m.in. Amy Winehouse, Erykah Badu, Dido, czy wspomnianej wyżej Estelle. Piosenki, bardziej lub mniej kojarzone, otoczyła swoim ciepłym, łagodnym, jazzowym wokalem, tworząc z nich całkiem nowe propozycje na dźwiękowe czasoumilacze (idealne na obecny zimowy klimat). I wcale nie przeszkadza mi, że nie są to jej autorskie piosenki. Sposób, w jaki je wykonała, jest na tyle dobry, profesjonalny i na tyle zapadający w pamięć, że chwilami mam wrażenie, jakbym słuchała jej własnych kompozycji – choć pod względem aranżacji, interpretacji takimi właśnie są! A że nagrane w towarzystwie zacnych muzyków – to właściwie nie ma do czego się przyczepić. Monika znakomicie nastraja, a swoimi świadomymi, niespiesznymi, bezpretensjonalnymi dźwiękami przekonuje, że wie, co robi – a robi to wyśmienicie!

Szczerze zachęcam Was do zapoznania się z twórczością naszej rodzimej artystki.
Stosunkowo niedawno pojawiła się zresztą jej nowa płyta „My place”, po którą jeszcze nie sięgnęłam, ale to już tylko kwestia czasu :)

***

„American Boy” – utwór, od którego wszystko się zaczęło… :)

 Poniżej jeden z moich ulubionych numerów.

***

Girl Talk (2011) – Monika Borzym, Sony Music

LITTLE EARTHQUAKES – Tori Amos

Little+EarthquakesWiele lat temu pewien znajomy (starszy ode mnie jakieś 10 lat) opowiadał mi o pewnej wokalistce. Zachęcał mnie, bym zapoznała się z jej twórczością – ponoć dość ambitną. Szczególną uwagę poświęcał jej autorskim tekstom – ponoć wartościowym, intymnym, poruszającym nierzadko trudne tematy. Mówił, że jest wyjątkowa i warto zmierzyć się z jej muzyką. Nie posłuchałam.
Tori Amos – zważając na moje ówczesne gusta muzyczne – nie mieściła się w kręgu moich zainteresowań. Czas jednak zrobił swoje. To, co podobało się gimnazjalistce, nie koniecznie odpowiadało licealistce, a potem studentce… Zmieniło się moje spojrzenie na muzykę. Zaczęłam oczekiwać czego więcej niż prostego rytmu i ładnej melodii. Zaczęłam szukać nowych wrażeń, doznań słuchowych, które poruszają, wywołują silne emocje i zachęcają do dalszych poszukiwań…

Sięgnęłam więc po debiutancką płytę owej piosenkarki – „Little Earthquakes” – i aż sama się zdziwiłam jak bardzo mnie ona zachwyciła. Okazało się, że to, co mówił mój znajomy, było prawdą. Tori Amos to artystka w pełnym tego słowa znaczeniu. Sama pisze teksty, komponuje muzykę, gra na pianinie – z piorunującym efektem. Jej występy na żywo mają w sobie jakąś magię. Przykuwa uwagę nawet wtedy, gdy na scenie jest tylko ona i jej pianino (mam nadzieję, że kiedyś będę mogła się o tym przekonać nie tylko dzięki YouTube). 

Co zaś dotyczy samego albumu. Piosenki, które w nim znajdziecie są bardzo emocjonalne, na swój sposób poetyckie. Tori nie wyśpiewuje tych utworów, ona je przeżywa swoim głosem, interpretuje tak, by brzmiały niczym opowieść, a nawet pewne wyznanie. Co zresztą wcale nie odbiega od rzeczywistości, bowiem piosenki te są wynikiem jej doświadczeń, przemyśleń, obserwacji. Czuć w nich pewien bunt, chęć uwolnienia się od pewnych utartych zachowań, stereotypów. Tori chce, by jej głos zaczął się w końcu liczyć, chce odrzucić milczenie. Mówi więc o dzieciństwie, religii, związkach, tak modnym ostatnio gender (acz w innych kontekstach), często w sposób ironiczny, sarkastyczny.

Dodatkowo to brzmienie pianina, które zajmuje honorowe miejsce zaraz obok wokalu. Gra Tori jest równie poruszająca, co jej śpiew – ma duszę.

Tori Amos stworzyła bardzo intymny album, z którego jednak czerpać mogą wszyscy. Być może, podobnie jak ona kiedyś, tak Wy teraz macie problemy, które wymagają wynaturzenia, wysłuchania, zrozumienia… Zachęcam do wsłuchania się w każdy dźwięk i w każde słowo tej muzyki – piękna rzecz!

***

Większość numerów po prostu uwielbiam – poniżej jeden z singli „Silent All these Years”.

***

Little Earthquakes (1992) – Tori Amos, Warner Music Poland

RADIO MUSIC SOCIETY – Esperanza Spalding

Radio-Music-Society_Esperanza-Spalding,images_product,26,7233174Jakieś 2-3 lata temu polecił mi JĄ znajomy. Już od pierwszych dźwięków „Wild Is the Wind” (dodatkowo poleconego numeru w JEJ wykonaniu) wiedziałam, że mam do czynienia z czymś niezwykłym, nietuzinkowym, a przy tym jakże intrygującym. Pojawił się wokal – magia!

Esperanza Spalding (ur.18.10.1984) jest amerykańską wokalistką i kontrabasistką jazzową. Obie umiejętności łączy moim zdaniem perfekcyjnie. Jest obłędna w tym, co robi. Wystarczy obejrzeć co niektóre jej występy na żywo, by się o tym przekonać. Ja ją „kupiłam” przy pierwszym „spotkaniu”. No tak, żeby tego było mało, to oczywiście sama pisze i komponuje swoje utwory, ewentualnie w tandemie z innymi – równie zdolnymi – muzykami. Co więcej – w 2011 roku została laureatką Grammy w kategorii „Najlepszy nowy artysta” (konkurowała m.in. z Justinem Bieberem, który był murowanym faworytem!).

Radio Music Society wydała w 2012 roku. Jest to jej czwarty album. I jakie to szczęście, że „Mikołaj” zaopatrzył mnie w egzemplarz tego cudeńka:)

Znajduje się na nim 12 utworów. Radosnym tonem wita nas „Radio Song”, ale zapewniam, że nie jest to typowo radiowa piosenka (uff – mając na wglądzie piosenki puszczane w najpopularniejszych radiach w Polsce…), mimo że „chwyta” i szybko wpada w ucho.  Ja jednak najbardziej upodobałam sobie inny numer, a mianowicie świetnie zrobiony „Black Gold”, który od samego początku napawa dobrą energią – zdecydowany faworyt! Choć wcale nie dużo dalej za nim jest „Endangered Species” – utwór Wayne’a Shortera, ale w jakże ciekawym aranżu Esperanzy. Gdy go słyszę, od razu podnoszę się z krzesła i „scena jest moja”;) Najmniej polubiłam „Land of the Free” (zawsze znajdzie się jakiś „niegodziwiec”) – być może dlatego, że Esperanza śpiewa w nim jedynie przy akompaniamencie organów – niekoniecznie lubianego przeze mnie instrumentu… Warte większej uwagi są również „Crowned&Kissed”, „I Can’t Help It” (cover Stevie’ego Wondera) oraz „City of Roses”. A zresztą – szczerze polecam całą płytę!

Co warto jeszcze zaznaczyć, nie jest to stricte jazzowa płyta. Ma w sobie dużo z soulu i nieco też z popu. Jest więc łatwa w odbiorze, a nade wszystko przyjemna:)

***

Oficjalny klip „Black Gold” – pierwszego singla z płyty Radio Music Society:

Piosenka, od której zaczęła się moja fascynacja Esperanzą:

***

Radio Music Society (2012) – Esperanza Spalding, Universal Music Group