TAM, GDZIE RODZI SIĘ MIŁOŚĆ – Edyta Świętek

548Naprawdę nie wiem, co mam teraz napisać. Edyta Świętek przekonała mnie do siebie „Cieniami przeszłości”, historią, która zaskakiwała i trzymała w napięciu przez większość stron, historią, która pochłonęła mnie bez reszty. Niestety, w przypadku tytułu „Tam, gdzie rodzi się miłość” nie mogę napisać tego samego. I jest mi z tego powodu przykro. Bo kibicowałam autorce, wierząc, że po tak dobrych „Cieniach…” dalej może być już tylko lepiej. Myliłam się?

Chciałabym zaprzeczyć. Tym razem jednak fabuła była – jak dla mnie – zbyt przewidywalna, zbyt pretensjonalna, chwilami nawet irytująca. Owszem, autorka starała się namieszać w głowach czytelników, stworzyć odpowiednie, mylące pozory, byleby tylko podsycić emocje, jednak nie zrobiła tego tak pomysłowo i skutecznie jak w „Cieniach…” (wiem, ciągle porównuję, ale nie mogę inaczej, skoro tamta powieść tak bardzo przypadła mi do gustu).
Historia rudowłosej Darii i jej rodziny mogłaby zachwycić i porwać (były momenty, iż nadzieje na lepszą lekturę znacznie wzrastały). Wszak zapoznanie się z nią zajęło mi raptem dwa dni. Dwa dni! Aż chciałoby się zapytać: to na co ja narzekam? ;) No właśnie, na co? Na miałkie dialogi, słabo naszkicowane postaci, niepotrzebne wątki tudzież mało rozbudowane co niektóre z nich… Trochę by się tego uzbierało. A mimo to przeczytałam tę książkę tak szybko. Zdaje się zatem, że potencjał w niej jest. I to coś, co, mimo wszelkich braków, każe czytać dalej.

Ww. książka mnie nie porwała, choć były na to szanse. Niemniej istnieje możliwość, iż sięgnę po drugą część, która jest już w przygotowaniu – „Tam, gdzie rodzi się zazdrość”. Teraz jednak zdecydowanie Was zachęcam do sięgnięcia po „Cienie przeszłości”, do książki, która jest najlepszą na tę chwilę wizytówką Edyty Świętek – oby więcej takich :)


Tam, gdzie rodzi się miłość – Edyta Świętek, Replika 2015, s. 400

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Replika

replika

 

Advertisements

5 thoughts on “TAM, GDZIE RODZI SIĘ MIŁOŚĆ – Edyta Świętek

    • Marta Augustynowicz pisze:

      I okładka również…
      Niemniej treść najważniejsza. Mnie nie przekonała, choć takie miałam na to nadzieje. Tym bardziej, że ww. „Cienie przeszłości” tak bardzo przypadły mi do gustu.
      No cóż. Bywa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s