ŻELAZNA DAMA – Phillyda Lloyd

Zelazna-Dama_Phyllida-Llyoyd,images_big,4,D1169Kiedy po raz pierwszy obejrzałam ten film, posmutniałam. I to bardzo.
Ktoś, kto oglądał Żelazną Damę, może się temu wyznaniu mocno dziwić. Poczekajcie jednak na moje wyjaśnienia. Minęło „trochę” czasu, gdy postanowiłam wrócić do tamtych doznań. Sprawdzić, jaki będzie mój wtórny odbiór tego obrazu. Dodatkowo przeczytałam kilka – niepochlebnych zresztą! – recenzji, co siłą rzeczy miało zmusić mnie do ponownego przeanalizowania własnych odczuć…

Phillyda Lloyd podjęła się bardzo trudnego, ryzykownego wręcz zadania. Postanowiła wyreżyserować film biograficzny o byłej premier Wielkiej Brytanii – Margaret Thatcher. Temat o tyle delikatny, że wówczas bohaterka owego przedsięwzięcia nadal żyła. I to, jak się okazało, było jednym z większych zarzutów wobec danej ekranizacji. Wiele osób nie mogło pojąć, jak można było zrobić coś takiego, jak można było przedstawić tę (!) kobietę w sposób tak bardzo jej ujmujący, wręcz (uwaga!) niesmaczny. Bo oto widzimy staruszkę, coraz to bardziej tracącą kontakt z otoczeniem, której przez większość scen towarzyszy jedynie jej nieżyjący już od wielu lat mąż. Te silne halucynacje (wykreowane przez reżyserkę na potrzeby realizacji jej idei!), te rozmowy z ukochanym, są silnie związane ze wspomnieniami, które ostatnio coraz częściej ją nachodzą. Przeszłość powraca również na ekranie, dzięki czemu dowiadujemy się: jak ważnym autorytetem był dla Margaret Thatcher (z domu Roberts) jej ojciec (powtarzał jej, by nie podążała za tłumem, a szła własną drogą, gdyż nie ma ludzi identycznych), jak bardzo ponad wszystko stawiała swoje ambicje i karierę (uważała, że życie musi coś znaczyć i nie może to być jedynie gospodarowanie domem i opiekowanie się dziećmi), jak pewna była swoich racji, jak z wielkim uporem potrafiła ich bronić, jak niestraszny był dla niej „świat mężczyzn”, jak wiele potrafiła jako kobieta osiągnąć. Żelazna Dama, to przydomek dobrze oddający jej charakter, niezłomność, odwagę – a jednak…. w filmie punktem wyjścia były sceny z nią jako osobą w późnym już wieku, chorą i jakby przez wszystkich opuszczoną. To kolejny wielki zarzut wielu widzów. Ponoć nie ujrzeli w tej produkcji Żelaznej Damy, a jedynie zniedołężniałą staruszkę. A ja? Wręcz przeciwnie.

Dla mnie koncepcja reżyserki bardzo się spodobała, bo oto zobaczyłam kobietę, która mimo wszelkich swych niezachwianych, walecznych cech, chciała dobrze. Nie dla siebie, ale dla większości. Która rozumiała czym jest poświęcenie. Owszem, wiele osób przez nią mogło czuć się bardzo pokrzywdzonych, zwłaszcza rodzina, dzieci… Ale ona wiedziała, że robi dobrze, że czyni tak jak powinna. Dzięki temu doszła bardzo daleko. Ale czas robi swoje. Wówczas zostają jedynie wspomnienia i być może pewna gorycz… I to mnie chyba najbardziej posmuciło – scena, w której żegna się ze swoim mężem, z ciągłym powracaniem do przeszłości. Nie czuła się na to gotowa, nie chciała tego „zerwania”, a jednak wiedziała, że tak własnie musi postąpić. Dla mnie ta scena była bardzo wzruszająca. Kolejna decyzja, kolejna rezygnacja… Bo każda, nieważne jak bardzo z pozoru silna osoba – jest tylko człowiekiem, omylnym, doświadczającym, zyskującym i tracącym zarazem wiele ważnych rzeczy… Ale takie jest życie. Zawsze przychodzi czas na refleksję. Myślę, że taki właśnie obraz Pani Premier miał być pokazany – ludzki, ze słabościami, poddający się upływowi czasu – czy się tego chce czy nie, aczkolwiek niezachwiany w swoich własnych ideałach.

No i nie sposób było nie podziwiać gry aktorskiej Meryl Streep – jak najbardziej zasłużyła na Oscara, którego otrzymała! Wspaniała rola! Wielki podziw! Wielkie brawa również za rewelacyjną charakteryzację, która na szczęście także została doceniona przez Akademię. Mnie osobiście bardzo podobała się też postać Denisa Thatchera – męża, w którego wcielił się znakomity Jim Broadbent. Choćby dla tej pary – warto!

No cóż, Żelazna Dama ma swoich przeciwników i zwolenników, ja dołączam do tych drugich. Po raz drugi.

***

Żelazna Dama/The Iron Lady (Francja, Wielka Brytania 2011) – Phillyda Lloyd, Best Film

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Best Film

bf_logo

Reklamy

12 thoughts on “ŻELAZNA DAMA – Phillyda Lloyd

  1. absolutny pisze:

    Znakomity film a Streep jak zwykle boska. Prawda jest taka, że o działalności Thatcher, z okresu kiedy rzadziła, wiekszość osób zainteresowanych filmem wie i zna sporo szczegółów. Tym ciekawsze wydaje się ukazanie tego jak się zestarzała i co się działo kiedy zniknęła z życia publicznego.

    • naPIĘKNEJ pisze:

      Owszem, zgadzam się z Tobą – mnie taka koncepcja jak najbardziej odpowiadała. Choć wielu twierdziło, że takie „wchodzenie w głowę” Thatcher jest nie na miejscu. Rodzina ponoć nawet nie skorzystała z zaproszenia na przedpremierowy seans… Ale w moim odczuciu film wcale nie był niekorzystny względem Pani Premier, ja zobaczyłam jej bardziej „ludzkie” oblicze i mi się to podobało.

  2. Tigerlily pisze:

    Obejrzałam „Żelazną damę” już jakiś czas temu i pamiętam, że bardzo się zdziwiłam, że w tym filmie tak mało się dzieje – zwiastun wydawał się taki dynamiczny. Co do samego filmu, to w gruncie rzeczy odebrałam go pozytywnie. Może właśnie przez to, że wyróżniał się na tle innych ekranizacji o znanych osobistościach.

    • naPIĘKNEJ pisze:

      Nie zawsze musi się wiele dziać na ekranie, by przykuwać uwagę widza. Z tego, co czytałam, wiele osób było jednak bardzo niezadowolonych, wręcz zawiedzionych tą minimalną ilością scen, gdzie naprawdę coś się dzieje. Dla nich oglądanie staruszki wspominającej swoje dawne, jakby zakończone już życie nudziło – mnie z wielu powodów „wbijało w fotel” :) Rzecz gustu, można by rzec :)

    • Tigerlily pisze:

      Myślę, że to też kwestia oczekiwań. Nie mam nic przeciwko filmom, w którym chodzi o głębię, której nie widać, tylko nie wiem po co tworzyć zwiastun, który nie odzwierciedla klimatu.

    • naPIĘKNEJ pisze:

      Wiesz, w sumie wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Jakoś w to nie wniknęłam. Ale tak to już w tych zwiastunach bywa, że pokazują najbardziej dynamiczne, intrygujące, zaskakujące etc. momenty. Mają zachęcić jak największą ilość osób, mają przyczynić się do kupienia przez nich biletu do kina…

    • Tigerlily pisze:

      Zgadzam się, ale też nie dziwię ludziom, którzy się rozczarowali, oczekując czegoś zupełnie innego. Kolorowych snów :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s