SANCTUARY – Norah McGettigan

978-83-7722-869-2Do polskich filmów (choćby częściowo polskich) podchodzę z dość dużym dystansem. Mało który mnie ostatnio zachwyca, do niewielu z nich powracam – a szkoda! Oczywiście nie skazuję rodzimego kina na wieczny brak zainteresowania z mojej strony – czasem pewne tytuły przyciągają moją uwagę. Tak też było w przypadku Sanctuary.
Nieprzetłumaczenie anglojęzycznego tytułu może zastanawiać, jednak z racji, że jest to koprodukcja polsko-irlandzka w reżyserii Norah McGettigan, mnie to posunięcie nie dziwi – a zresztą, nawet nie znając języka angielskiego można się domyślić, co owe słowo oznacza (w jęz. pol. sanktuarium, azyl).

Na wstępie zaznaczę, że gdy bliżej zaznajomiłam się z tematyką filmu, jego rodzajem, aktorami w nim występującymi, to bezsprzecznie najbardziej ciekawa byłam roli Jana Frycza – w końcu adekwatnej do jego talentu aktorskiego, dającej mu możliwość wykazania się – przynajmniej tak mi się z początku wydawało…

Jan Frycz zagrał Jana Kuczyńskiego – cenionego chirurga plastycznego (choć w momencie, gdy go poznajemy paradoksalnie zniechęca do zabiegów niegdyś i przez niego wykonywanych), a także męża i ojca – choć w emocjonalnym oddaleniu od żony i córki…
Żony nie mamy okazji poznać – już w pierwszej scenie dowiadujemy się, że nie żyje – Jan, trzy dni po jej śmierci, odnajduje ją w ich wielkim ogrodzie przy jeszcze większym domu…
W związku z tym wydarzeniem, w życiu Jana na nowo pojawia się jego córka Nadia – w tej roli Agnieszka Żulewska. I jeśli mam być szczera, to zdecydowanie bardziej przykuła moją uwagę niż, zdawało się, wiele obiecujący Frycz. Z przykrością więc stwierdzam, że owy aktor mnie nie zachwycił, wręcz odważę się napisać, że mnie w pewien sposób zawiódł.
No więc jest śmierć żony, próba odrodzenia się (wcale umiejętna) więzi między ojcem i córką, jest zagrzebywanie przeszłości, a przy tym dezorientacja w teraźniejszości (pojawiają się mieszane uczucia, co dalej?), jest też „ucieczka” – tylko od czego? Czyżby od samego siebie? A może od całej reszty?
Na zagranicznej konferencji (dokąd się udał) Jan poznaje zastępcę dyrektora hotelu, w którym owa konferencja się odbyła. Ten zastępca to kobieta, Marie, która w niedługim czasie ma niemały wpływ na dalsze postępowanie, egzystowanie Jana, a w którą wcieliła się jakże urocza i przesympatyczna Anne-Marie Duff. Cudownie było na nią patrzeć. Podobnie jak Agnieszka Żulewska, wykreowała swoją postać bardzo przekonująco, prawdziwie – a więc kobiety górą, zdecydowanie!

Film ten, w moim odczuciu, jest przede wszystkim o przemijaniu, tak pewnych uczuć, pragnień, potrzeb, sensu różnych działań, jak i życia w ogóle.
Wszystko przemija, czasem sami jesteśmy temu winni – oddalamy się od rzeczy/osób ważnych (jak w przypadku Jana), nie znając drogi powrotnej… Aż w końcu zostajemy sami, opuszczeni szukamy własnego azylu ku odrodzeniu.

Ten film nie jest dla każdego! A właściwie jedynie dla „smakoszy” trudnego, nieokreślonego, powolnego, refleksyjnego kina. W swej postaci Sanctuary przypomina krótkie, choć intensywne w metafory, niedokończone zdania opowiadanie, którego przesłanie skrywa się gdzieś między wierszami. Muzyka, zdjęcia, a nawet scenariusz miały w sobie coś z poezji – pauzy miały jakby podkreślać ważkość chwili. Czuję jednak niedosyt i choć dałam się w pewnej mierze uwieść tej „liryce”, to chciałabym jeszcze więcej. Chciałabym przesiąknąć tym obrazem, poczuć go dogłębnie. No cóż…

***

Sanctuary (Polska,Irlandia, 2012) – Norah McGettigan, Best Film

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Best Film

bf_logo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s